poniedziałek, 23 lutego 2015

#8 Love Me Like You Do

"Studentka literatury poznaje przystojnego miliardera, z którym zaczyna ją łączyć nietypowa więź." 
Tak FilmWeb opisuje ten bestseller. Zaraz poczytacie, (a może nie) jak zrobiłam to ja. Zapraszam. 



Bestseller... 
Najlepszy film w historii kina... 
Noty wyjątkowo słabe... 
A jednak coś przyciąga ludzi do tego dzieła.
Coś, co przyciągnęło także mnie... 
Co to takiego? 




Z całą pewnością nie jest to seks. Powstały już pewnego rodzaju stereotypy na temat tej książki. Stereotypy te,  dotyczą głównie ilości spółkowania między głównymi bohaterami. Jako osoba, która przeczytała całą trylogię stwierdzam wszem i wobec, że nie ma tego tam aż tak wiele! Owszem, są tam intymne akty, ale co to za erotyk bez tego rodzaju rzeczy? No błagam... 




Najistotniejszy wątek. 
W pierwszej części trylogii jest do definitywnie ta absurdalna umowa. Wokół niej toczy się główna akcja. Jaka umowa? Christian Grey uwielbia sprawować nad wszystkim kontrole. Stąd też z każdą ze swoich uległych spisuje umowę, która czysto i przejrzyście wyjaśnia warunki współpracy. Oczywiście umowa nie ma pokrycia prawnego. Jest jedynie rzeczą niwelującą wszelkie zbędne rozmowy na ten temat. 

Istotną rzeczą jest cała fabuła, która moim (nie)skromnym zdaniem jest na prawdę dobra. "Czemu nie najlepsza skoro to taka 'świetna' książka?" zapyta jakaś nudna zżęda, a ja z przyjemnością odpowiem. Fabuła nie najlepsza, bo trochę wyidealizowana. Nie chodzi tu wcale o tematy łóżkowe. Pokażcie mi świeżo upieczoną absolwentkę z wykształceniem humanistycznym, która od razu dostaje posadę w świetnym wydawnictwie, ba, po tygodniu zostaje redaktorką naczelną. Nie ma takiej. Oczywiście można spekulować, że pomógł jej w tym Grey, ale on brnie w zaparte, że dokonała tego sama. Jak doskonale wiemy, on nie kłamie. Dowód? Nie powiedziałby Anie o 'pomocy' w pracy, a wyznał bez owijania w bawełnę, że wykąpał swoją byłą będąc z Aną w związku? Nie sądzę. 

Ja tu sobie piszę, a pewnie wielu z was nawet nie wie o czym. Aby przybliżyć chociaż trochę akcję polecam obejrzeć ten filmik

Krótka charakterystyka postaci, także się wam przyda. 
Anastasia Steele - śliczna, nieśmiała, zawstydzona, niedoświadczona, miła, oddana,
Christian Grey - bogaty przystojniak uwielbiający sprawować kontrole. Opiekuńczy i troskliwy. 
Kate Kavanagh - przyjaciółka Any, nieustępliwa, dziewczyna Elliota Greya-brata Christiana. 
Elliot Grey - przyrodni brat Christiana, był kobieciarzem dokąd nie poznał Kate. 
Mia Grey - przyrodnia siostra Christiana. Jest w wieku Any, wesoła i pogodna. 
Jason Taylor - podwładny Christiana. Łączy ich pewnego rodzaju przyjaźń. 

Skąd tytuł? 
Ana, poznawszy fetysze Christiana jest zszokowana jego zmiennością. Uznaje więc, że facet ma pięćdziesiąt odcieni. Nic dodać, nic ująć. 

Skąd się wzięły te 'ułomności' u dziecka z bogatej rodziny? 
Grey został adoptowany, jego trudne dzieciństwo przedłożyło się na jego psychikę. Swoje pięć groszy dorzuciła także pani Robinson, która miała z nim romans, gdy był zbuntowanym nastolatkiem. Pani Robinson, to przyjaciółka matki Christiana. 

A okładka? Co to za KRAWAT?! 
Okładka, moi drodzy, przedstawia krawat, którym pierwszy raz skrępowana była Ana. Nic dodać, nic ująć po raz drugi. 


MOJE NARZEKANIA! 
Jestem chyba jedyną osobą na świecie, która zawsze ma jakieś 'ale'. Nie oszczędzę więc suchej nitki nawet na książce, którą ubóstwiam.
Jak już wcześniej wspomniałam, trochę zbyt banalna fabuła. Nawet w Stanach nie dostaje się pracy ot tak. Trochę zbyt raptownie podejmowane, przez bohaterów, decyzje, także dały lekko negatywne wrażenie. Ale te malusieńkie grzechy jestem w stanie wybaczyć.

Nie chce wam zdradzać zbyt wiele, dlatego odsyłam do lektury!

Jeśli ktoś z was ma pomysł na posta to komentarz należy do niego!

Z mojej strony to chyba wszystko, mam nadzieję, że się podoba. Jeśli macie jakieś pytania, to walcie śmiało w komentarzach! Na pewno odpowiem. Kto z was czytał, bądź zamierza, niech także się wypowie! A jeśli komuś się nie podobają te moje dyrdymały, to niech też napisze! Jak wszyscy to wszyscy. Tymczasem żegnam się z państwem i życzę udanego wieczoru, najlepiej w zdrowiu, zważywszy na szalejącą wokół nas grypę. TrzynastaLitera 

niedziela, 1 lutego 2015

#7 On robi to samo co inni, tylko lepiej



Kończące się ferie nigdy nie są powodem do radości. Tak samo jest w moim przypadku. Jednak jest ktoś, kto zawsze podnosi mnie na duchu, mimo iż nie robi tego bezpośrednio do mnie i jest dwa razy starszy. Każdy z nas lubi słuchać starych kawałków, wspominając jednocześnie miłe chwile. Ja przesłuchując dwie moje ulubione płyty mam odwrotnie. Mogę słuchać ich w kółko i mi się nie znudzą, nigdy. A mają już ponad dziesięć lat... Co to za cudowny artysta, który nigdy mi się nie znudzi? Pewnie nie znacie. Jest nim Łona (Adam Zieliński). Tak Łona, ale nazwa wcale nie pochodzi od polskiego słowa: łono lecz jest to spolszczony angielski wyraz Wanna (oz.chcieć). Zapraszam więc do pełnego podziwu wywodu na temat tejże osoby. 

Co mi najbardziej imponuje w muzyce? Możliwość swobodnego wyrażania siebie, w sposób mniej lub bardziej wyjątkowy. Ktoś kto mnie zna wie, że do osób skromnych nie należę, więc bez żadnych przeszkód powiem, że uważam się za mądralę i inteligenta. Lubię też pokonywać własne rekordy, przeciwstawiać się trudnościom, a słuchanie utworów Łony mi to umożliwia. Dlaczego? Bo to najbardziej ironiczny człowiek, jakiego dane mi było jako tako poznać.

Jak wspomniałam na początku, moje dwie ulubione płyty (Koniec Żartów & Nic Dziwnego) nie są świeżymi krążkami, ale są definitywnie ponadczasowe, tak jak utwory Tuwima czy Kochanowskiego. Czemuż to porównuję rapera do pisarzy? Bo według mojej (nie)skromnej osoby pan Adam jest na równi z największymi poetami. Powiedzcie sami, jak niesamowity trzeba mieć talent, żeby porównać wstępowanie Polski do Unii Europejskiej z jazdą autobusem? To przecież jest nie do opisania. I sprawdza się stare porzekadło, że najznamienitsi ludzie są często niedoceniani. 


Skoro Łona jest taki doskonały to dlaczego ma tak mało fanów? 
Bo mieszkamy w prostackim i zacofanym kraju. Nie będę tego jakoś specjalnie rozwijała, bo szkoda mi palców i klawiatury :)


On zawsze poprawia mi humor lub otwiera oczy! 
O taak... Nikt tak nie napawa mnie optymizmem i nie wygina buzi w geście uśmiechu jak własnie Łona. Siadając do pisania tego postu nie byłam w najlepszym humorze. Teraz jednak wszystko ze mnie uleciało ot tak... To jest piękne. 

Co jest w nim magicznego? 
Nie można zaprzeczyć, że dużą zasługą tak dobrych kawałków są podkłady, może i nie za bardzo dynamiczne, ale mają w sobie to coś. Wielki ukłon z mojej strony wobec Webbera, producenta.


Łona jest bardzo ciekawą postacią także ze względu na swój nieprzewidywalny charakter, nie obchodzi go nikt ani nic, czego dowodem jest na przykład to, że zatrudnił w swojej wytwórni (DobrzeWiesz) zespół ludowy. :)

Jeśli ktoś z was moi drodzy pragnie zagłębić się w talencie tego niebagatelnego artysty to zapraszam do przesłuchania, a najlepiej zakupienia płyt: 

__________________

Tyle z mojej strony miśki, mam nadzieję, że zarówno post jak i wielmożny pan Adaś przypadną wam do gustu. TrzynastaLitera