niedziela, 13 grudnia 2015

#18 Osiemnasty post.

Nie wiem o czym pisać.
Prawie zapomniałam, że mam bloga.
Nie mam pomysłu nawet na tytuł?
Czy to powinien być koniec?
Ale ja tak bardzo nie chcę kończyć...

Z drugiej strony, może powinnam zachować resztki godności, a nie karmić Was jakimś gównem..
Choć z drugiej strony nikt nie każe Wam tego czytać.

Eh, postaram się coś spłodzić.
Ale czytasz na własną odpowiedzialność.

Mieszkam w bursie. Pewnie niewiele z Was wie, co to bursa, więc spieszę sprostować. To taki internat, tylko nie podlega bezpośrednio jednej szkole. Mieszkam w czteroosobowym pokoju. Jak się pewnie domyślacie, ciężko tam o ciszę absolutną. Owszem, istnieje coś takiego jak 'godziny nauki', czyli czas między 17:00 a 19:00.. dla mnie jednak to stanowczo za mało. Szukałam wielu rozwiązań i najepszym jest zdecydowanie muzyka.

Na początku chciałam słuchać rapu, konkretnie Łony. Kiedyś już o nim pisałam, więc możecie sobie obczaić ten post gdzieś na dole. W taki wypadku, zamiast się uczyć śpiewałam razem z nim, lub (co gorsza) analizowałam i po raz kolejny odkrywałam znaczenie jego słów. Fakt, bawiłam się przy tym świetnie, to jednak nie pomogło mi w nauce.

Postanowiłam więc, z ogromnym bólem, poszukać czegoś innego. Teraz wydaje się to banalne, ale wpisałam po prostu w YouTube'a "Piosenki do nauki". O zgrozo, wyskoczyły mi jakieś Mocarty. I to wcale nie tak, że z góry zakładam, że to jakieś stare gówno. Dałam temu szance.

Całe dwadzieścia minut katowałam uszy i głowę, aż powiedziałam dość! To mi kompletnie nie pomaga. Trudno. Swoją drogą, niedługo później pani od WOKu zaproponowała mi wyjście z 'humanami' do Narodowego Forum Muzyki. Wtedy odmówiłam, ale może jeszcze kiedyś dam temu szance.

"Może posłuchasz po prostu radia?" - podpowiadała mi podświadomość. Skusiłam się, to nie było złe, jednak reklamy lub zabawne wzmianki komentatorów postrafią skutecznie rozproszyć. Niestety. Również pudło.

Mogłam co prawda, znaleźć kilka piosenek, ułożyć je w playlistę i sobie słuchać, ale za dużo z tym roboty. Nie jestem pracowita. Trudno

Niedługo potem w radiu usłyszałam 'Wake me up when september ends' Green Day'a. Już kiedyś słuchałam niektórych ich piosenek, tych sławniejszych typu '21 guns' czy 'Holiday'. I nagle mnie olśniło. Włączę sobie jakiś cały album Green Day'a. Padło, rzecz jasna na American Idiot.

I tak oto zakochałam się w alternatywnym rocku.

Ot cała historia.

A, i wreszcie mogę się skupić!
______________________

TrzynastaLitera

poniedziałek, 26 października 2015

#17 Gdy jest wena, nie ma snu!

Zaczynam pisać tego posta o 12:26 AM.

Generalnie muszę wstać jutro (albo dzisiaj) o 6:30, a

le to szczegół. To w sumie pierwszy nocny post. Ale jazda!

Wiem, że dawno się już nic nie pojawiało, ale chciałam ogarnąć serię "Czytanie to najlepsza rozrywka jaką sobie ludzkość wymyśliła", ale na prawdę nie mam czasu na czytanie. Ubolewam nad tym niemiłosiernie. Co prawda niedawno skończyłam serię After, ale napiszę Wam o tym, gdy będę miała więcej czasu, bo ta książka jest dla mnie ważna i nie chcę tego posta spieprzyć. Dzisiaj jednak coś kompletnie z innej półki bo lecimy z filmem. #Pilecki.

Wszystkie klasy pierwsze mojego liceum (oprócz biednych z PRE-IB) wybrały się dzisiaj na edukacyjny film o rotmistrzu Pileckim. Postaram się Wam o tym opowiedzieć w kilku słowach.

Historia Witolda Pileckiego jest, jak zapewne wiecie, niezwykle barwna. Z takim scenariuszem można nagrać, i to wcale nie wyolbrzymiając, megahit. Ten film jednak megahitem się nie okazał. Szkolna historyczka, słowem wstępu, ostrzegła nas, że film został nakręcony z budżetu prywatnego oraz ze zbiórek. W żaden sposób nie był dofinansowany ze skarbu państwa.

A szkoda, bo może przy większym nakładzie środków, powstało by z tego kolejne oscarowe przedsięwzięcie?  Kto wie?
Generalnie film jest dość nudny i łatwo jest usnąć. Dużo czasu jest przeznaczone na np. jedzenie zupy przez rotmistrza, a ponad dwa lata życia Pileckiego w obozie Auschwitz zawarto w kilku mundurkach (które notabene przespałam).

Film ma charakter dokumentalny. Nie oczekuję, że historyczni eksperci będą swobodnie czuć się przed kamerą, ale w przypadku tej produkcji deska w plecach jest aż karygodna. Jestem w stanie wiele wybaczyć, ale taka sztywność to dla mnie za wiele.

Co było fajne? Muzyka była spoczko. Kostiumy też były w miarę, choć w scenie z Powstania Warszawskiego, Pilecki ma mundur wyglądający na współczesne moro... przez chwilę nie wierzyłam własnym oczom..

Po powrocie do bursy, moja współlokatorka zapytała czy fajny był film. Odpowiedziałam, że Internet ocenia go 5.2/10. Mysle że to bardzo trafna ocena, ale decyzja należy do Was. Może to właśnie TY jesteś tym filmem oczarowany i uważasz mnie za kompletną wariatkę? Napisz komentarz! Jeśli się ze mną zgadzasz, ale chcesz coś odpowiedzieć, napisz komentarz! Znalazłeś jakiś błąd, napisz komentarz! Chcesz mi pojechać, napisz komentarz!
Czekam na wszystkie komentarze i na każdy z osobna;)
Pozdrawiam gorąco, życząc miłego weekendu! TrzynastaLitera
(Skończyłam o 12:53 AM)

piątek, 11 września 2015

#16 "Tak z dupy nazwij tego posta.. najlepiej NITKA"



Okoliczności pisania tego posta są dość niepospolite. Najlepsze w tym wszystkim jest jednak to, że tak na prawdę tylko ja wiem o co dokładnie chodzi.
Do tej pory nie widziałam o czym będzie wpis. Teraz już wiem. Napiszę  Wam co mnie w tym tak na prawdę w tym wszystkim jara.




Po pierwsze i chyba najważniejsze to zaczęłam pisać tego bloga ponieważ lubię to robić. Nie mam żadnych ograniczeń ani przeciwwskazań i to mi się bardzo podoba. Spełniam się psychicznie i bardzo się ten sposób odprężam. Tylko nie myślcie sobie że blogerowanie to coś prostego. W żadnym wypadku! To zajęcie wymaga wielu przygotowań. Jest to też pośrednia przyczyna moich rzadkich obecności na stronie. Po prostu dopiero zbieram materiały. 
Dzięki bloggerowi osiągam także inne profity. Choć niewiele osób mnie komentuje, to wiem że Wam się moja praca podoba. Często piszecie mi to w odpowiedzi na moje prywatne zaproszenie na bloga rozpowszechniane na asku.  Nie oszukujmy się, większość z Was tylko dlatego mnie zna. Cieszę się że mnie znacie.


W szkole również doceniają moją działalność. Często mam podwyższoną o jeden stopień ocenę z informatyki. To tak na marginesie, gdyby ktoś z Was chciałby blogerować. A skoro jesteśmy już przy tym temacie, to może macie jakieś blogi? Chętnie poczytam. Dawajcie linki w komentarzach.

Nawet moi hejterzy mnie cieszą. Fajnie czasem się trochę poprzekomarzać. Wcale nie jest tak, że ja załamuje się ich obecnością. Nawet w tym potrafię dostrzec chociaż gram sztuki. Choć moja nauczycielka WOSu powiedziała mi ostatnio, że jest to łamanie podstawowych praw człowieka.
Zależy to więc od każdego z nas, czy chce być przestępcą czy nie. Nie mniej jednak zapraszam bardzo chętnie wszelakich hejterów do polemizacji. Wykażcie się KOCHANI!

Mam taki jeden problem. Nazywa się to bardzo nieskromnie 'chorobą geniuszy', ponieważ mam tak wiele pomysłów i przez ich nadmiar nie mogę żadnego skończyć. Smutne. Zaraz napiszę innego posta, a tego zapewne rzucę w cholerę.

Miłe słowa, które często czytam są na prawdę budujące. Cieszę się, że lubicie poczytać coś takiego zamiast np. robić coś niezdrowego. Ponadto fajnym jest fakt, że mamy dość podobne zainteresowania. Głównie to chyba jednak są książki.

Na prawdę krótkie te akapity. Ale w sumie po co się rozprawiać nie wiadomo ile nad każdym zagadnieniem. Lepiej krótko, zwięźle i na temat.
Chyba byłoby na tyle. Właściwie każdy mój wpis jest to czysta improwizacja i jeszcze przed chwilą wiedziałam o czym chcę napisać kolejnego posta, ale teraz już nie mam tego na uwadze. Miałam brać magnez na pamięć, ale niestety ciągle zapominam. Jeśli ktoś ma dla mnie jakąś radę w tym temacie to bardzo chętnie poczytam.



Ten post jest cholernie bez celu, ale chcę Wam pokazać, czym jest dla mnie to zajęcie. Liczę, że znajdę trochę czasu i będzie mnie dla Was więcej. Tymczasem żegnam się z Wami serdecznie i uciekam z przytupem! Tradycyjnie komentarze są dla Was. Nie zmuszam - zachęcam.
TrzynastaLitera 

piątek, 21 sierpnia 2015

#15 Czytanie to najlepsza rozrywka, jaką sobie ludzkość wymyśliła. ; Part. 0 ; Wstęp

Oglądam sobie dzisiaj Doktora House'a i tak sobie myślę: "To jest w sumie mój ulubiony serial. Chyba jedyny, który systematycznie oglądam. Jest bardzo dużo seriali... A może sama zrobię serial?" 
No i zaczęłam żmudny proces myślenia i stwierdzam wszem i wobec, że postaram się wykreować serial! Serial podobny do House'a, bo za każdym razem o czymś innym. Mój serial będzie różnił się od innych tylko jednym. Będzie pisany! 

Postanawiam, że po każdej książce napiszę jej recenzję, dołączę moje osobiste zdanie i co bym w niej zmieniła oraz zdradzę Wam moją inspirację ondośnie przeczytania. Staram się czytać na prawdę dużo, więc myślę, że postów będzie sporo. Możecie także spodziewać się oceny lektur klasy pierwszej liceum, bo na serio uważam, że czasem są dobre. #Dziwak 

Dzisiaj jest dopiero wstęp i choć energia mnie rozpiera i chcę napisać o mojej ostatniej książce to teraz i tutaj tego nie zrobię. Dam Wam taką chwilę oczekiwania. Jestem nieznośna! :D 


Jaki ja właściwie mam gust literacki? 

Zmienia się on na prawdę szybko, czasem sama nad tym nie nadążam. Głównie jednak czytam kryminały, horrory, fantasy no i oczywiście...ROMANSE. Taka ze mnie zwyczajna baba. 
Lubię niebagatelną literaturę i czasem porywam się na groteski. Jeśli chodzi o powieść faktu, to raczej rzadziej. Możecie obstawiać o czym napiszę najpierw lub polecać mi jakieś książki. Wszelkie propozycje mile widziane. ;) I pamiętajcie, lubię wyzwania! 


No to byłoby tyle słowem wstępu. Mam nadzieję, że podoba Wam się mój pomysł ;) Bajbajki! :* 
TrzynastaLitera

niedziela, 19 lipca 2015

#14 abc[...]xyz

Jakiś miesiąc temu, podobnie jak większość z Was, siedziałam w szkolnej ławce i po prostu umierałam z nudów. Postanowiłam więc poprzeglądać podręcznik do polskiego, a nuż coś mi się spodoba. Znalazłam tam względnie ciekawy artykuł na temat najważniejszych wynalazków ludzkości. Jednym z nich był alfabet. Cofnijmy się więc w czasie do klas pierwszych szkoły podstawowej, kiedy to poznawaliśmy dziwaczne, czarne znaki, przez wielu nazywane literami.



"Czytanie to najlepsza rozrywka, jaką sobie ludzkość wymyśliła."~W.S

Czytanie...
Czytanie...
CZYTANIE...

Ja, mimo iż nie mam zbyt skomplikowanego życia, nie wyobrażam sobie swojej istności bez pisma i czytania. Nie chodzi tutaj tylko o literaturę, która w moim przypadku jest bardzo istotna, lecz także o mniej twórcze sprawy, jak np. sprawdzanie daty ważności na produktach spożywczych czy podpisanie się na ważnych dokumentach. Pomyślcie tylko, jak ciężkie musi być życie analfabety. Dla mnie to niemal niewyobrażalne. choć mam dość bujną fantazję. Jakby na to nie spojrzeć,bez liter i zdań nie byłoby też tego bloga. Alfabet to cholernie ważny wynalazek. 

Dlaczego w wakacje poruszam, można by powiedzieć szkolny temat? Bo dla mnie te wakacje to czas z ulubioną książką. Aktualnie jestem w trakcie czytania serii "After", lecz nie mogę jej skończyć, ponieważ muszę czekać, aż dostanę IV część. W między czasie zaczynam czytać "Kod da Vinci", a potem zamierzam zabrać się za klasyki literatury angielskiej, np. "Dumę i Uprzedzenie" oraz "Wichorowe Wzgórza".

A po co robię to wszystko? 
Po co "marnuję" czas? 
Bo jak to sama Wisława Szymborska powiedziała, chcę tylko najlepszych rozrywek, a ludzkość sobie lepszej nie wymyśliła. 

Zdecydowanie wolę przeżywać dramaty fikcyjnych postaci, ich wzloty i upadki, niż siedzieć przed komputerem i zabijać pikselowych wrogów czy prześcigać pikselowe autka. Ale to zasadniczo moje zdanie i wierzę, że nie wszyscy je podzielają. ;)


Skoro jesteś tutaj, więc zapewne potrafisz i lubisz czytać, toteż możesz polecić mi swoją ulubioną książkę! Napisz o niej w komentarzu kilka miłych słów i pokaż mi ją w jak najlepszym świetle, a możliwe, że ją przeczytam  i także się zakocham! Ja gorąco polecam serię After Anne Todd. 

Jeśli chcesz przeczytać coś dobrego, możesz posiłkować się wykazem najpopularniejszych książek wśród użytkowników Facebooka. Tutaj masz link---> klik
Możesz zapytać mnie również, co ja wybrałam z tej listy ;)

_________________________

No to na dzisiaj chyba wszystko! Miłego wypoczynku miśki, kocham Was! TrzynastaLitera

wtorek, 9 czerwca 2015

#13 Inteligentny dowcip jako przyjemna forma spędzania czasu wolnego

Każdy z nas ma swój własny sposób na spędzanie czasu wolnego. Dla jednych to aktywny odpoczynek przed komputerem, a dla innych leniwy sport czy coś w tym stylu. Ja, jako typowa nastolatka, lubię czasem sobie pooglądać YouTube'a. A co najczęściej tam widuję? Otóż to.


Doskonale zdaję sobie sprawę, że większość powie, że to nie dla mnie, że jestem za młoda, że jestem dziewczyną i nie przystoi. Ale co ja poradzę, że mnie taki humor śmieszy? Inteligentny dowcip i ciekawe riposty, którymi ten pan gasi sam siebie to coś co lubię. Oczywiście nie oglądam tylko Kacpra Rucińskiego, ale to definitywnie jeden z moich ulubionych standup'erów. 

Nie uważam się za kogoś wielce oświeconego i czasem bawi mnie także prosty humor. Nie żebym uważała Tomasza Jachimka za tępaka czy coś, (wręcz przeciwnie!) ale popatrzcie tylko na to! Złooooooo



Co ja sądzę o takich ludziach? 
Po pierwsze to szalenie im zazdroszczę, bo ja w swoich często żałosnych wypowiedziach nie jestem choć w jednej dziesiątej tak zabawna jak oni. 
Po drugie to ich podziwiam za niesamowity kunszt.
Po trzecie to wielbię ich za to że są.
I po ostatnie chcę być podobna. 

Jeśli macie ochotę na polecenie większej ilości dobrych skeczy, piszcie w komentarzach. 
Mam nadzieję, że cieszycie się z nadchodzących wakacji. Trzymam kciuki za każdą ocenę, która musi skoczyć w górę! P&L bejbee.. <3
~TrzynastaLitera


czwartek, 21 maja 2015

#12 I jak tu nie mieć żalu?!

O czym by tu napisać...?
Zazwyczaj nabieram swoistego natchnienia, gdy zobaczę coś co mnie zainspiruje lub po prostu bardzo mi się spodoba. Dzisiaj będzie troszkę inaczej, ponieważ mam chwilę czasu. Aktualnie borykam się z awarią komputera, więc korzystając z chwili dostępu do internetu, postanowiłam coś tam wyskrobać.

Nie wszystkim podobają się moje pseudofilozoficzne wywodu i ja to w pełni rozumiem i szanuję. Jednak dzisiaj takie osoby będą musiały zacisnąć zęby, albo zignorować ten post.

Niedawno zauważyłam w swoim życiu pewien "problem" (zaraz posypią się hejty, że jestem niedojrzała i poruszam wątki błahe). Chodzi bowiem o system oceniania. Jest to rzecz w ostatnim czasie na topie, ponieważ mamy koniec maja i przydałoby się mieć dobre świadectwo. Problem w tym, że system oceniania nie docenia uczniów zdolnych, a rozleniwia tych "dwójkowych". Ministerstwo Oświaty stawia jeszcze wyżej poprzeczkę tym, którzy się starają, zabierając im ostatnie chwile czasu wolnego. Nie ma się co dziwić, że dzieci łapie obrzydzenie do nauki, skoro nawet na ocenę dobrą trzeba poświęcić tak wiele czasu.

Jak więc mamy uczyć się chętnie, skoro jest tego tak wiele. Rozumiem, jest ogromne zapotrzebowanie na wykwalifikowaną kadrę pracowników. Ale dlaczego cierpieć mają ci lepsi? Czemu Ministerstwo chce motywować zmotywowanych, a daje luzy leniom?

Nie chodzi już nawet o tą dawkę nauki. Ważniejsza jest bowiem kwestia zachowania.
Gdy wystarczy, że taki delikwent wie minimum z minimum, to zaczyna mu się nudzić i przeszkadza innym.
Tak wiele problemów spowodowanych jedynie błędem Oświaty.

I żeby było jasne, ja nie jestem za tym, żeby podnieść procenty dla "dwójkowych". Chcę jedynie obniżyć procenty tym zdolnym. P&L

Jeśli także Ci się to nie podoba, masz dość lub po prostu chcesz zmian, nagłośnij ten post! Może uda nam się wspólnie coś zmienić!

(brak ilustracji jest spowodowany moją bezradnością wobec tego wszystkiego) 

~TrzynastaLitera

środa, 13 maja 2015

#11 Paradoks dzisiejszych czasów

Zabieganie, ogromna ilość spraw na głowie (większość nadal niedokończonych) oraz awaria komputera sprawiły, że już dawno się nic tutaj nie pojawiło.
Teraz powinnam uczyć się na sprawdzian z historii, ale są rzeczy ważne i ważniejsze. Dla mojego ścisłego umysłu ważniejsze jest to, że mam wenę i świetny materiał. Zapraszam.

Dzisiaj nareszcie udało mi się okiełznać elektronikę. Po krótkiej wizycie dwóch na prawdę świetnych osóbek postanowiłam trochę posurfować w czeluściach internetu. Jak prawie każda nastolatka, dałam się omiotać pożeraczowi czasu, mianowicie Facebookowi. Natrafiłam na ciekawy link.

Oto on

Mamy tam dość ciekawy i pokaźny zbiór zdjęć, z których (według mojego stronniczego oka) najciekawsze służą nam dzisiaj za ilustracje. To właśnie do niektórych nich postaram się dzisiaj, w krótki i mam nadzieję ciekawy sposób, odnieść.


Mimo tego, że nie żyjemy już w Komunie (czego wielu gorąco żałuje) cenzura nadal obowiązuje. Może nie jest to zapisane w Konstytucji czy tudzież innych ustawach, ale prawda jest taka, że ciężko jest się teraz wypowiedzieć tak, by nie usłyszeć, w najlepszym wypadku, słów krytyki. Często także znajdujemy się w sytuacjach, gdy każą nam mówić coś, czego głosić nie chcemy lub podzielać sprzeczne z naszym sumieniem poglądy. Niedawno niemalże sama stanęłam w obliczu takiej sytuacji i jako racjonalistka zapewne powiedziałabym to, czego dana osoba lub instytucja chce usłyszeć. Wielu młodych ludzi pewnie mnie teraz skrytykuje, że nie mam własnego zdania itp.. To oczywiście nie prawda. Ja mam swoje zdanie i opinię na wiele tematów, ale nie każdy musi o nich wiedzieć, słuchać a tym bardziej powielać. Cenzura istnieje i trzeba na nią uważać.





Doskonale rozumiem tych wszystkich pseudo filozofów, którzy szukają drugiego dna w każdej, nawet najbardziej pospolitej rzeczy. Zapytuję jednak dlaczego biorą pod lupę bajki dla dzieci?! Co z tego że fioletowy Teletubiś nosi torebkę?!
Przecież nawet nie ma dowodów, że to jest samiec (?). Śmiem nawet odważnie twierdzić, że fioletowy to bardziej damski kolor. Odczepcie się więc od bajek dla dzieci i zajmijcie się poważniejszymi kwestiami.
Co ta nuda potrafi zrobić z człowiekiem....


Aborcja to dla mnie największa forma zbrodni wymyślona przez zwolenników Teorii Ewolucji. Chcą oni bowiem wyeliminować słabe ogniwa. Dla mnie jednak każde dzieciątko, nie ważne chore czy zdrowe, ma prawo do życia! Jestem kompletnym przeciwnikiem aborcji, chyba że ciąża zagraża matce. Nawet w przypadku gwałtu nie powinna być zastosowana aborcja, ponieważ jest to mordowanie niewinnego dziecka, dlatego że ktoś popełnił przestępstwo.
Jakże ta grafika jest wymowna i przejrzysta. To idealny obraz tego jak bynajmniej ja postrzegam aborcję.
Ja, jako osoba może nie do końca doświadczona przez życie, może nie powinnam się wypowiadać w tej kwestii, nie mniej jednak mam swoją opinie w tym temacie. Przemyślmy to.









Te, które również nie umknęły mojej uwadze:









~TrzynastaLitera

źródła: http://viralka.pl/niesamowite-ilustracje-ktore-pokazuja-cala-prawde-o-naszym-swiecie-szokujace/


piątek, 17 kwietnia 2015

#10 Ten blog jest o wszystkim tylko nie o sztuce!

Mój sposób pisania jest dość dziwny. Po pierwsze, to zawsze zaczynam od tytułu.
Dziwne, ale prawdziwe. Jak wpadnie mi do głowy coś fajnego, intrygującego lub coś co mi się po prostu podoba to staram się napisać o tym posta. Dzisiejszy tytuł jest jednak normalny i może nie do końca dobry, a to wszystko dlatego, że zdałam sobie sprawę z czegoś na prawdę ważnego.

Optymiści poszukiwani od zaraz!

Jak chyba każdy, nie lubię przegrywać. W mojej szkole jest pewien konkurs, który odbywa się co miesiąc. Przez ostatnie cztery edycje, powiem nieskromnie, miałam zaszczytne pierwsze miejsce. A co teraz? Spadłam na piąte..
Dlaczego?
Bo każdy ma prawo mieć gorszy dzień. Tyle.

Moja reakcja na porażkę była dla mnie zaskakująca, bo zamiast stłumić w sobie gorzkie uczucie przegranej, podniosłam dumnie czoło i pomyślałam, "Fajnie, że komuś się udało".

Chyba w tej właśnie chwili dorosłam. Następnie spotkałam zwycięzcę, który jest ode mnie lepszy w wielu dziedzinach i pogratulowałam mu. Jak równy równemu. Tak po prostu.

Zaczęłam zastanawiać się, jak udało mi się to osiągnąć. Może po prostu samo z siebie to wyszło, może trzeba było czasu? Nie wiem.

Od dawien dawna miałam problem z dystansem do siebie. Teraz jednak staram się z tym walczyć, próbuję się sama z siebie śmiać. Fakt, czasem też mam odpał i mi bije na głowę, chociaż staram się na poważnie nie obrażać. Nie łatwo było zrozumieć sens tego wszystkiego. Teraz już wiem.

Nie wiem, jak możecie czytać tak chaotyczne myśli... Chyba zainwestuje w jakiś kurs normalnego tworzenia tekstów!




Czemu potrzebni są optymiści?
Bo żyjemy w zbyt smutnym kraju, gdzie każdy uśmiech jest na wagę złota. Kiedyś pisałam o moim ulubionym optymiście tutaj. Ostatnio jednak na zwyczajnym, polskim YouTube'ie zobaczyłam perełkę. Nie powiem kto, ale możecie zgadywać.

Gość jest niesamowity! Śmieje się z siebie, poprawiając humor innym. Ratuje ten smutny kraj! Jest swoistym promykiem! Chcę więcej takich ludzi! Chcę znać takich ludzi! Chcę być takim człowiekiem... 
Czy mi się uda? 
Tego nie wiem, ale się kurczę postaram!

I tak oto, poczynając od czegoś kompletnie z dupy, a kończąc optymizmie mamy dziesiątego posta! Mam nadzieję, że się spodobało, zachęcam do komentowania, bo lajkować to tu nie można ;/ Mam nadzieję, że się podobało.
Wasza, TrzynastaLitera





niedziela, 12 kwietnia 2015

#9 JA & Pod wpływem wiosny

https://www.youtube.com/watch?v=TW9uj83Vq-0





Nie lubię usuwać postów. Dla mnie to swego rodzaju marnotrawstwo. Nie miałam jednak większego wyboru, ponieważ większość moich ostatnich tekstów to totalne badziewie. Przez głowę przeszła mi nawet myśl o zaprzestaniu mojej największej humanistycznej działalności. I wtedy zaczęłam zastanawiać się nad sobą, analizując dokładnie każdą moją cechę, nie zważając czy jest pozytywna czy pejoratywna. Skupiłam większą swą uwagę nad jedną z nich, mianowicie na moim "słomianym zapale". Tak ciężko jest mi wytrwać w jakimś szerszym postanowieniu, ale postanawiam się poprawić. Musicie mi w tym oczywiście pomóc. Ogłaszam wszem i wobec, że ten blog powstaje jak feniks z popiołów i nie przedłużając zapraszam do lektury :)

Może nie zawsze, ale dość często robię ludziom i sobie na przekór.
Jako przedstawicielka rocznika '99 powinnam zakuwać ile wlezie to egzaminów gimnazjalnych, jednak ja wolę się odprężyć, a jak!
Natchniona przepiękną pogodą i zmęczona technologicznym zgiełkiem postanowiłam udać się zdala od tego wszystkiego. Kocyk, woda i myśli do pozbierania, to lubię :)

Zaczęłam rozmyślać na temat dość popularny, szczególnie wśród młodszej warstwy społeczeństwa, a mianowicie o sentencji "Pierdole, co inni o mnie mówią, jestem sobą". Czy takie rozumowanie jest dobre? Powierzchownie mogłoby się wydawać, że tak, ale spójrzmy głębiej. Czy na prawdę warto nie przejmować się tym, co pomyślą o mnie inni? Według mnie nie warto. Dlaczego? Spieszę sprostować.

Po pierwsze i najważniejsze, nie wszyscy ludzie na świecie są IDIOTAMI, którzy śmieją się z Ciebie, bo robisz dobre rzeczy. Wręcz przeciwnie, wiele rzeczy pada ofiarami kąśliwych uwag tylko i wyłącznie dlatego, że są nieodpowiedzialne, bądź głupie. Bądźmy szczerzy, kto przy zdrowych zmysłach przeszedłby obojętnie przed zachowaniem np.: nastoletnich matek? Chyba nikt..

Ale co z tymi drugimi, z tymi, którzy nie zrobili nic złego? 

Ja jestem zdania, że nie ma ludzi idealnych i że każdy ma coś na sumieniu. Stąd też pytanie brzmi: Dlaczego negujesz opinie innych, a nie zważasz na własne?
Otóż to. Zbyt wiele osób chce naprawiać lub krytykować innych, zamiast skupić się na własnym nosie. Nakłaniam teraz każdego z Was do osobistego rachunku sumienia. Przemyśl, czy warto pocieszać się stwierdzeniem "Pierdole, co inni o mnie mówią, jestem sobą", czy może lepiej zacząć od zmian w sobie.

Ja sama często mam gdzieś to, co myślą/mówią o mnie inni...
I w takich właśnie momentach zaczynam się ze sobą kłócić, bo nie wiem czy mam ich słuchać, ponieważ mogą mówić dobrze, czy puścić to wszystko mimo uszu. Znalazłam jednak sposób, jak odróżnić jedno od drugiego. Wystarczy jedynie wiedzieć, czy ten ktoś chce dla mnie dobrze. Jeśli znam odpowiedź na to pytanie, to reszta jest prosta.

Prosta? Niee...

W życiu nie ma nic prostego i to jest najpiękniejsze.

_______________________

Cóż mogę rzec?
Mea pulpa, mea pulpa, mea mea pulpa!
Postaram się bardziej przejmować tym blogiem, obiecuję i postanawiam poprawę.
To tyle w temacie nieobecności, teraz bieżące sprawy.
Standardowo, mam nadzieję, że się podobało i liczę na komentarze.
Wiem, że nie wszyscy się ze mną zgadzają i szanuję to.
Wszelkie pytania są mile widziane, na pewno odpowiem!
I macie pytanie ode mnie :) Co wspólnego mają ze sobą ilustracje? 
Miłej, słonecznej niedzieli.
Kocham Was misiaczki!
TrzynastaLitera

poniedziałek, 23 lutego 2015

#8 Love Me Like You Do

"Studentka literatury poznaje przystojnego miliardera, z którym zaczyna ją łączyć nietypowa więź." 
Tak FilmWeb opisuje ten bestseller. Zaraz poczytacie, (a może nie) jak zrobiłam to ja. Zapraszam. 



Bestseller... 
Najlepszy film w historii kina... 
Noty wyjątkowo słabe... 
A jednak coś przyciąga ludzi do tego dzieła.
Coś, co przyciągnęło także mnie... 
Co to takiego? 




Z całą pewnością nie jest to seks. Powstały już pewnego rodzaju stereotypy na temat tej książki. Stereotypy te,  dotyczą głównie ilości spółkowania między głównymi bohaterami. Jako osoba, która przeczytała całą trylogię stwierdzam wszem i wobec, że nie ma tego tam aż tak wiele! Owszem, są tam intymne akty, ale co to za erotyk bez tego rodzaju rzeczy? No błagam... 




Najistotniejszy wątek. 
W pierwszej części trylogii jest do definitywnie ta absurdalna umowa. Wokół niej toczy się główna akcja. Jaka umowa? Christian Grey uwielbia sprawować nad wszystkim kontrole. Stąd też z każdą ze swoich uległych spisuje umowę, która czysto i przejrzyście wyjaśnia warunki współpracy. Oczywiście umowa nie ma pokrycia prawnego. Jest jedynie rzeczą niwelującą wszelkie zbędne rozmowy na ten temat. 

Istotną rzeczą jest cała fabuła, która moim (nie)skromnym zdaniem jest na prawdę dobra. "Czemu nie najlepsza skoro to taka 'świetna' książka?" zapyta jakaś nudna zżęda, a ja z przyjemnością odpowiem. Fabuła nie najlepsza, bo trochę wyidealizowana. Nie chodzi tu wcale o tematy łóżkowe. Pokażcie mi świeżo upieczoną absolwentkę z wykształceniem humanistycznym, która od razu dostaje posadę w świetnym wydawnictwie, ba, po tygodniu zostaje redaktorką naczelną. Nie ma takiej. Oczywiście można spekulować, że pomógł jej w tym Grey, ale on brnie w zaparte, że dokonała tego sama. Jak doskonale wiemy, on nie kłamie. Dowód? Nie powiedziałby Anie o 'pomocy' w pracy, a wyznał bez owijania w bawełnę, że wykąpał swoją byłą będąc z Aną w związku? Nie sądzę. 

Ja tu sobie piszę, a pewnie wielu z was nawet nie wie o czym. Aby przybliżyć chociaż trochę akcję polecam obejrzeć ten filmik

Krótka charakterystyka postaci, także się wam przyda. 
Anastasia Steele - śliczna, nieśmiała, zawstydzona, niedoświadczona, miła, oddana,
Christian Grey - bogaty przystojniak uwielbiający sprawować kontrole. Opiekuńczy i troskliwy. 
Kate Kavanagh - przyjaciółka Any, nieustępliwa, dziewczyna Elliota Greya-brata Christiana. 
Elliot Grey - przyrodni brat Christiana, był kobieciarzem dokąd nie poznał Kate. 
Mia Grey - przyrodnia siostra Christiana. Jest w wieku Any, wesoła i pogodna. 
Jason Taylor - podwładny Christiana. Łączy ich pewnego rodzaju przyjaźń. 

Skąd tytuł? 
Ana, poznawszy fetysze Christiana jest zszokowana jego zmiennością. Uznaje więc, że facet ma pięćdziesiąt odcieni. Nic dodać, nic ująć. 

Skąd się wzięły te 'ułomności' u dziecka z bogatej rodziny? 
Grey został adoptowany, jego trudne dzieciństwo przedłożyło się na jego psychikę. Swoje pięć groszy dorzuciła także pani Robinson, która miała z nim romans, gdy był zbuntowanym nastolatkiem. Pani Robinson, to przyjaciółka matki Christiana. 

A okładka? Co to za KRAWAT?! 
Okładka, moi drodzy, przedstawia krawat, którym pierwszy raz skrępowana była Ana. Nic dodać, nic ująć po raz drugi. 


MOJE NARZEKANIA! 
Jestem chyba jedyną osobą na świecie, która zawsze ma jakieś 'ale'. Nie oszczędzę więc suchej nitki nawet na książce, którą ubóstwiam.
Jak już wcześniej wspomniałam, trochę zbyt banalna fabuła. Nawet w Stanach nie dostaje się pracy ot tak. Trochę zbyt raptownie podejmowane, przez bohaterów, decyzje, także dały lekko negatywne wrażenie. Ale te malusieńkie grzechy jestem w stanie wybaczyć.

Nie chce wam zdradzać zbyt wiele, dlatego odsyłam do lektury!

Jeśli ktoś z was ma pomysł na posta to komentarz należy do niego!

Z mojej strony to chyba wszystko, mam nadzieję, że się podoba. Jeśli macie jakieś pytania, to walcie śmiało w komentarzach! Na pewno odpowiem. Kto z was czytał, bądź zamierza, niech także się wypowie! A jeśli komuś się nie podobają te moje dyrdymały, to niech też napisze! Jak wszyscy to wszyscy. Tymczasem żegnam się z państwem i życzę udanego wieczoru, najlepiej w zdrowiu, zważywszy na szalejącą wokół nas grypę. TrzynastaLitera 

niedziela, 1 lutego 2015

#7 On robi to samo co inni, tylko lepiej



Kończące się ferie nigdy nie są powodem do radości. Tak samo jest w moim przypadku. Jednak jest ktoś, kto zawsze podnosi mnie na duchu, mimo iż nie robi tego bezpośrednio do mnie i jest dwa razy starszy. Każdy z nas lubi słuchać starych kawałków, wspominając jednocześnie miłe chwile. Ja przesłuchując dwie moje ulubione płyty mam odwrotnie. Mogę słuchać ich w kółko i mi się nie znudzą, nigdy. A mają już ponad dziesięć lat... Co to za cudowny artysta, który nigdy mi się nie znudzi? Pewnie nie znacie. Jest nim Łona (Adam Zieliński). Tak Łona, ale nazwa wcale nie pochodzi od polskiego słowa: łono lecz jest to spolszczony angielski wyraz Wanna (oz.chcieć). Zapraszam więc do pełnego podziwu wywodu na temat tejże osoby. 

Co mi najbardziej imponuje w muzyce? Możliwość swobodnego wyrażania siebie, w sposób mniej lub bardziej wyjątkowy. Ktoś kto mnie zna wie, że do osób skromnych nie należę, więc bez żadnych przeszkód powiem, że uważam się za mądralę i inteligenta. Lubię też pokonywać własne rekordy, przeciwstawiać się trudnościom, a słuchanie utworów Łony mi to umożliwia. Dlaczego? Bo to najbardziej ironiczny człowiek, jakiego dane mi było jako tako poznać.

Jak wspomniałam na początku, moje dwie ulubione płyty (Koniec Żartów & Nic Dziwnego) nie są świeżymi krążkami, ale są definitywnie ponadczasowe, tak jak utwory Tuwima czy Kochanowskiego. Czemuż to porównuję rapera do pisarzy? Bo według mojej (nie)skromnej osoby pan Adam jest na równi z największymi poetami. Powiedzcie sami, jak niesamowity trzeba mieć talent, żeby porównać wstępowanie Polski do Unii Europejskiej z jazdą autobusem? To przecież jest nie do opisania. I sprawdza się stare porzekadło, że najznamienitsi ludzie są często niedoceniani. 


Skoro Łona jest taki doskonały to dlaczego ma tak mało fanów? 
Bo mieszkamy w prostackim i zacofanym kraju. Nie będę tego jakoś specjalnie rozwijała, bo szkoda mi palców i klawiatury :)


On zawsze poprawia mi humor lub otwiera oczy! 
O taak... Nikt tak nie napawa mnie optymizmem i nie wygina buzi w geście uśmiechu jak własnie Łona. Siadając do pisania tego postu nie byłam w najlepszym humorze. Teraz jednak wszystko ze mnie uleciało ot tak... To jest piękne. 

Co jest w nim magicznego? 
Nie można zaprzeczyć, że dużą zasługą tak dobrych kawałków są podkłady, może i nie za bardzo dynamiczne, ale mają w sobie to coś. Wielki ukłon z mojej strony wobec Webbera, producenta.


Łona jest bardzo ciekawą postacią także ze względu na swój nieprzewidywalny charakter, nie obchodzi go nikt ani nic, czego dowodem jest na przykład to, że zatrudnił w swojej wytwórni (DobrzeWiesz) zespół ludowy. :)

Jeśli ktoś z was moi drodzy pragnie zagłębić się w talencie tego niebagatelnego artysty to zapraszam do przesłuchania, a najlepiej zakupienia płyt: 

__________________

Tyle z mojej strony miśki, mam nadzieję, że zarówno post jak i wielmożny pan Adaś przypadną wam do gustu. TrzynastaLitera 

piątek, 23 stycznia 2015

#6 "Ludzie ludziom zgotowali ten los..."



Na lekcjach języka polskiego przeżywamy obecnie czas okupacji. Z powodu braków w szkolnej bibliotece, pani polonistka czyta nam na głos "Medaliony" Zofii Nałkowskiej. Cudowna lektura, warta przeczytania. Ja, jako fascynatka lat wojennych i osoba dość empatyczna wczułam się bardzo. Szczególnie do gustu przypadł mi rozdział "Człowiek jest mocny". Szczerze polecam.

Wzięło mnie potem na filozoficzne przemyślenia i jednym z takich aspektów była dokładna analiza cytatu "Ludzie ludziom zgotowali ten los". Postanowiłam to w jakiś sposób odnieść do współczesności i stwierdziłam, że my nadal "gotujemy ludziom ten los" . Pytanie jednak brzmi: Jak?

Długo zastanawiałam się, czy pisać tutaj o tym, ponieważ to blog o sztuce, a nie o bardzo kontrowersyjnych rzeczach. Jednak stwierdzam, że małe nagięcie zasad jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a ta rzecz jest niesłychanie ważna.

O czym więc mowa? O tolerancji.



Skąd wogule taki pomysł? Po prostu mam oczy i widzę co się wokół mnie dzieje. Powiem szczerze, że mi się to nie podoba. Tak jak naziści dzieli naszych przodków na nadludzi i podludzi tak my teraz dzielimy innych na czarnych i białych, grubych i chudych, homo i hetero, bogatych i biednych, z dziarą lub bez... Jest tego oczywiście o wiele więcej.

"Los ginącego Rzymu powtarza się wielokrotnie." ~Oswald Spengler 

Jak doskonale widzimy, historia lubi się powtarzać. Może teraz odmienność nie jest tak drastyczna jak kiedyś, nie mordujemy się nawzajem karabinami. Ale co z wyniszczaniem psychicznym. Hitler zabijał bezpośrednio, ale czy nie jest tak, że nasza nieostrożność i postrzeganie innych za gorszych prowadzi do śmierci? Do powolnej agonii w męczarniach? Zastanówmy się chwilkę nad tym.

Człowiek to skomplikowana maszyna. Nasze obelgi można porównać do relacji rodzic-dziecko. Dlaczego? Bo czyż nie jest tak, że gdy rodzic mówi maluszkowi, że Święty Mikołaj istnieje to szkrab w to wierzy? No właśnie. Dokładnie tak samo jest, gdy ktoś słyszy obelgi skierowane w swoją stronę. Takowa persona wierzy w to, co mówi jej oprawca. Wierzy, że jest brzydka, gruba, głupia, żałosna i wiele wiele innych. To wyniszcza jej duszę, a ona sama wyniszcza swoje ciało...

Co nam pozostało począć? Na pewno nie można być obojętnym na ludzką krzywdę.
Trzeba reagować, bronić słabszych! Po co? Po nic, czasem trzeba zrobić coś po prostu w imię słusznej sprawy.

______________________

Przepraszam, za tak długą nieobecność, ale dopadł mnie brak weny. Tego posta kończyłam wiele razy, mam nadzieję, że nie wyszedł najgorszy :) Buziaczki, trzymajcie się ciepło TrzynastaLitera


Źródła: tekst z mojej głowy, natomiast ilustracje zostały skopiowane z grafiki Google. Wszelkie prawa do kopiowania tekstu zastrzeżone.



wtorek, 13 stycznia 2015

#5 Istnieje miłość od pierwszego wejrzenia!

Wyjątkowo nudny film o powstaniu listopadowym puściła nam dzisiaj kochana historyczka. Mogłam więc patrzeć w okno, rzuć gumę, rozmawiać lub przeglądać podręcznik. Wybrałam dwie ostatnie opcje. Mozolnie kartkowałam książkę, przeglądając malunki na marginesach i wspominając miłe chwile. Jednak na stronie 205 coś przykuło moją uwagę.

Do tej pory nie wiem, co ten obraz ma w sobie, ale zakochałam się w nim. Te zielonkawe barwy, idealne kształty i SKRZYPCE! Mało kto wie, że skrzypce i dudy to moje dwa ulubione instrumenty (paradoksalnie nie potrafię na żadnym grać :D).

Dzieło jest niewątpliwie malunkiem kubistycznym, ponieważ składa się z wielu figur geometrycznych. Stworzył je Georges Braque. Podstawowe barwy to różnorakie beże, brązy, a także kontrastujące zielenie. Skrzypce nie są namalowane według swojego kształtu, lecz wyglądają na w pewnym sensie połamane. Nadaje to obrazowi charakteru i skłania do głębszych refleksji. 


Obrazu Wam tu opisywać nie będę, bo to zbędne, ale bardzo zachęcam was do opinii. Co wam się tu podoba, czy może wręcz przeciwnie, to dzieło was nie urzekło. Zachęcam do komentowania i może macie jakieś pomysły na posta? Może zrealizuje.


Buźki, TrzynastaLitera  

wtorek, 6 stycznia 2015

#4 Czy czytanie jest modne?

Mogłoby się wydawać, że to temat tabu. Wiele osób twierdzi, że młodzież nie czyta książek, ponieważ przy omawianiu klasyków literatury polskiej czy zagranicznej, na lekcji j.polskiego, panuje raczej cisza. Jedni przeczytali i chwała im za to, są bezpieczni, inni sięgnęli po streszczenie i jakoś to będzie, jednak zdecydowana większość nie przeczytała nic, liczą na łód szczęścia.  Jednak jak to na prawdę jest, czy młodzi ludzie nie czytają absolutnie nic?




Oczywistym jest, że nie można jednoznacznie powiedzieć, że czytają bądź nie czytają. Jedni będą zakochani w książkach, inni nie. To sprawa bardzo indywidualna. Dlatego nie powinno się całkowicie stwierdzać, że młodzież nie czyta. W czym więc tkwi problem? W  książkach?

Trwają zacięte dyskusje o tym, czy lektury szkolne są odpowiednie. Ja powiem szczerze, jestem miłośniczką i książek i historii, ale czytając niektóre powieści, nie dawałam rady. Nużące, długie, często bez wartkiej akcji.. I tak czyta się i omawia, przyjemności z tego praktycznie żadnej. A gdzie w tym wszystkim są nauczyciele? Między młotem, a kowadłem, z jednej strony młodzież chcąca czegoś nowego, z drugiej surowa podstawa programowa. I realizujemy te wszystkie kiedyś modne i powabne, teraz nudne i przestarzałe książki.


Urzędnicy państwowi twierdzą, że mamy się z polskich lektur uczyć dziedzictwa naszego kraju, kultury, historii, i w gruncie rzeczy trudno się z nimi nie zgodzić. Zagraniczne książki mają uczyć odwagi, cierpliwości, miłości, braterstwa... Ale gdzie w tym wszystkim radość czytania? Nigdzie... 

I żeby nie było, że jestem przeciw obowiązkowy lekturom w polskich szkołach, bo to nie prawda. Powinniśmy czytać! Jak najbardziej. Jednak czy nie moglibyśmy czytać to, co chcemy? O wiele bardziej popularny wśród młodzieży jest chociażby "Kosogłos" czy "Percy Jackson" (mam zamiar czytać obie :D). Więc czemu nie możemy oddać się takiej literaturze, która nas kręci? Każą nam czytać książki uczące odwagi, a w dzisiejszych czasach lepiej popracować nad tolerancją. Czemu nikt tego nie rozumie? Rozstrzygamy spory dwóch zwaśnionych rodów, a nie potrafimy rozstrzygnąć własnych konfliktów.

A my chcemy: 
♣ zamiast historii chcemy chwili obecnej!
♣ zamiast rycerzy chcemy fantastyki! 
♣ zamiast mitologii przygód bogów w czasach współczesnych! 
♣ więcej miłości, tragedii, zwrotów akcji, kryminałów, zagadek i Happy End'ów 









Teraz ja zaskoczę was zwrotem akcji, bo nie niweluje polskich lektur. Po prostu chce zamienić pare z nich na coś świeżego, co czytamy!











Taki szybciutki post, bo czasu mało... wystawianie ocen.. #Padaka #zmęczona...
Ale was moi drodzy zostawiam z tym co tu jest, wypowiedzcie się, chętnie poczytam i się do wypowiedzi odniosę. Miłego święta Trzech Króli i duuużo odpoczynku! Buziaczki, TrzynastaLitera 

Źródła: tekst z mojej głowy, natomiast ilustracje zostały skopiowane z grafiki Google. Wszelkie prawa do kopiowania tekstu zastrzeżone. 


piątek, 2 stycznia 2015

#3 Nie chciałam, zobaczyłam, płakałam...

Nad samym tytułem myślałam dłuższą chwilę..
Generalnie, tak mnie wszyscy uczyli, dobry tytuł to połowa sukcesu, nie może być banalny i nie powinien za wiele zdradzać. Powiem nieskromnie, że zazwyczaj tytuły piszę niezłe, z tym miałam pewien kłopot. Tyle jednak słowem wstępu, zapraszam do tekstu właściwego.




Na prawdę wiele osób mówiło mi "Magda, obejrzyj 'Gwiazd naszych wina' albo 'Trzy metry nad niebem'" Broniłam się przed tym, jak przed ogniem. Tylko po co? Nie chciałam po prostu od razu polecieć na coś nowego, jak zakupoholiczka na promocje. Nie lubię robić tego, co robią inni. Zastanowiła mnie jednak ogromna popularność zarówno filmu, jak i książki. Zaciekawiona, poszłam więc tym tropem. Film musi być niezły skoro ma tylu fanów. Przymierzałam się więc i przymierzałam, aż w końcu pod naporem pewnej osoby postanowiłam to obejrzeć. Jedyne co mogę powiedzieć to #BardzoZaskoczona.

-Może okej będzie naszym Zawsze?
-Okej.  




Przybliżmy może najpierw o czym generalnie jest ten film, ponieważ możliwym jest, że nie wszyscy go oglądali. Akcja rozgrywa się w malutkim, amerykańskim miasteczku. Hazel Grace, dziewczyna chora na raka przyszła na spotkanie ludzi chorych, nie dla siebie, lecz ku uciesze rodziców. Opowiada historię swojej trudnej choroby, jest w stadium zaawansowanym. Poznaje pewnego razu chłopaka z odciętą nogą, Augustusa (Gusa) Wastersa i jego wówczas prawie niewidomego przyjaciela Isaaca. Byli świadkami uroczej scenki, w której Isaac szaleńczo zakochany całuje się ze swoją dziewczyną, mówiąc sobie magiczne 'Zawsze'. Po wszystkim Gus i Hazel udali się do domu chłopaka i rozmawiali, m.in. o książkach. Polecili sobie na wzajem swoje ulubione powieści. Książka Grace była o dziewczynie, która zmarła na raka, powieść skończyła się  w połowie zdania, od lat ją to męczyło, chciała bowiem dowiedzieć się co stało się z bliskimi bohaterki. Gus skontaktował się z asystentką autora, mogli się z nim spotkać, ale tylko w Amsterdamie. Ta wieść bardzo zasmuciła Hazel, bo wykorzystała już swoje marzenie od Dżinów i nie było ją stać na lot. Kochany Gus postanawia podzielić się z nią swoim. Stan Hazel jednak w międzyczasie bardzo się pogorszył. Lekarze nie chcieli pozwolić jej na wyjazd, ale nastolatka się uparła. Augustus i Grace spędzali ze sobą wiele czasu, jednak ona nie chciała niczego więcej, mimo iż oboje się kochali, wiedziała, że niedługo umrze. Polecieli do Amsterdamu, przeżyli tam romantyczną kolację przy świecach i Gus wyznał jej miłość, zostali parą. Następnego dnia spotkać się mieli z autorem powieści, jednak on potraktował ich okropnie, nie dowiedzieli się co było dalej. Asystentka zabrała ich do muzeum Anny Frank, spędzili cudowny dzień. Właśnie wtedy Gus przyznał się, że umiera, nie zostało mu wiele. Po powrocie czuł się coraz gorzej i gorzej. Pewnego wieczoru poprosił Isaaca i Hazel Grace o to, by przyszli do świątyni i przedstawili mu swoje mowy pogrzebowe. Obie były niezwykle wzruszające, Isaac był już po operacji i nie miał oczu, dziewczyna z nim z tego powodu zerwała, szczerze jej nienawidził. Co stało się potem, dowiecie się sami, oglądając film :)

Pod każdym względem, daje temu filmowi 10 gwiazdek. Na pewno obejrzę go jeszcze parę razy. Nie uważam się jednak za Bóg wie jakiego znawcę i nie będę się tu rozprawiać o jakiś typowo krytycznych szczegółach. Po prostu powiem, że film jest dobry, wart obejrzenia, popłakania. Oczywistością jest, że wielu z was powie, że ten film jest do dupy, kijowy itp. Mi tam się podobał, oceńcie go sami :> 



Tyle w tym temacie, liczę na komentarze, nie tylko na temat filmu, piszcie po prostu co wam do głowy przyjdzie :) Chętnie poczytam, jeśli będzie jakieś pytanie to na pewno odpowiem! Trzymajcie się, buziaczki <3 TrzynastaLitera

Źródła: tekst z mojej głowy, natomiast ilustracje zostały skopiowane z grafiki Google. Wszelkie prawa do kopiowania tekstu zastrzeżone.