poniedziałek, 13 marca 2017

#21 (Nie)Śmieszne

Uwaga!
Bezsensowna, nieśmieszna i niepotrzebna wiadomość!

W 2016 dodałam tylko jeden wpis...

Jeden wpis przez cały rok...

W 2016 musiałam być baaardzo zajęta!

Gitara siema!

~TrzynastaLitera

czwartek, 5 stycznia 2017

#20 Wattpad.

Ten wpis nie jest o sztuce. Nie jest właściwie o niczym konkretnym, są to po prostu moje luźne przemyślenia, albo raczej wyżalenia. Nie spodziewaj się więc czegoś ambitnego, albo chociaż pożytecznego. Możesz jedynie zobaczyć, co czasem siedzi mi w głowie.  

Lubicie refleksyjne wieczory?  
Ostatnim czasem miewam je coraz częściej. Pomijając fakt, że całkowicie zaniedbałam bloga, zawaliłam jeszcze wiele innych rzeczy.  
Dzisiaj, przykładowo, popsułam telefon. Drogi telefon. A w dodatku, telefon-prezent. I nawet nie zrobiłam tego z premedytacją – po prostu bardzo często mam pecha.  
Licealiści lubią obrazki”    
Dobrze, że nie ma tu żadnych licealistów. 
Zaniedbałam tego bloga, ale trudno. Bardziej piszę tu sama dla siebie, niż dla kogoś innego. Inaczej niż na Wattpadzie 
Wiesz, co to jest Wattpad 
Wattpad to wylęgarnia napalonych, najczęściej  czternastoletnich, pisareczek, które są na tyle doświadczone, żeby pisać praktycznie w każdym rozdziale o rżnięciu się bohaterów. Większość z nich to zapewne dziewice, choć kto wie? Są tam też nadambitni pseudoartyści, którzy są na tyle swawolni w internecie, że piszą o pedofilii czy kazirodztwie bez najmniejszych skrupułów. Mnie to brzydzi, ale tacy ludzie uważają siebie za lepszych, od kogoś takiego jak ja, od kogoś, kto pisze po prostu zwykły, luźny romans. Ze scenami akcji, z przekomarzaniami bohaterów, z prywatnymi problemami. Jak takie opowiadanie może się chociażby równać z tym, co piszą ZAWODOWCY.  
Są dwie najbardziej typowe rzeczy na Wattpadzie: główny bohater badboy oraz seks w drugim rozdziale książki.  
Chociaż ja chciałam głównego bohatera zabić w czwartym rozdziale.  
Tym zwinnym i płynnym ruchem przechodzimy do meritum sprawy.  
Pisałam książkę na Wattpadzie. A może piszę książkę na Wattpadzie 
Moja opowieść nazywa się Horyzont. Ładnie, prawda? Mi tam się podoba. Na samym początku myślałam, żeby użyć zdania w stylu: "Jesteś jak pieprzony horyzont. Próbuję cię złapać, a ty ciągle uciekasz...". Szkoda tylko, że jestem zbyt leniwa i niezadowolona z siebie, żeby chociaż trochę ogarnąć tą książkę.  
Wiesz, co naprawdę dobrze potrafię robić? Wymyślać wymówki.  
Może więc jest to czas, żeby zrezygnować? Chciałam zrobić to wiele razy, ale jest jedna bliska mi osoba, która to czyta. Jest w dodatku na tyle uparta, że kiedy po kilku miesiącach dodam rozdział, czyta wszystko od początku.  
Czy dla jednej osoby warto nadal pisać? 
Czy dla jednej osoby warto użerać się z tymi wszystkimi, którzy swoje wymyślne teksty wynoszą na piedestały, a zwykłe, luźne romansidła mieszają z błotem? 
Czy wreszcie warto się poddać? 
Czy warto znów skorzystać z wymyślonej wcześniej  wymówki? 
Chyba jestem bardziej dojrzała, niż kiedyś.   
Damn... 
 TrzynastaLitera

 Ps. To napisałam półtora roku temu, kiedy moja przygoda z Wattpadem dopiero się zaczynała.
Śmiechu warte.

Ostatnio nieczęsto tu wchodzę. Spowodowane jest to troszkę szkołą, troszkę rosnącym zamiłowaniem do filmu, ale jednak kluczowy jest tutaj Wattpad. Tak, ta stronka na której próbujesz swoich sił w literaturze. Możesz nie tylko pisać, ale też czytać, komentować, głosować na ulubione rozdziały i integrować się z wattpadową społecznością.


środa, 13 stycznia 2016

#19 Sapere aude!

Znacie to uczucie, gdy wena przypłya do Was dosłownie dwadzieścia minut przed wyjściem z domu?

Nie wątpie w Waszą wiedzę z języka polskiego, jednak zdaję sobie sprawę, że może nie wszyscy słyszeli zwrot z tytułu. Spieszę sprostować. 

Sapere aude - Odważ się być mądrym ~Horacy 
Jestem w pierwszej klasie liceum i w okresie starożytnym nie trudno o takie perełki. Filozofia, mimo, że dopiero raczkująca, zachwyca do dzisiaj. Zapraszam na troszkę inny post niż zazwyczaj. Chociaż w sumie, nie ma tutaj chyba podobnych postów.
Nie wiem.

Nie ma nic bardziej typowego wśród kobiet od zmiennych humorów. Ja nigdy nie jestem pewna, co chcę robić i potrafię zmieniać decyzję bardzo często. Postanowiłam kiedyś, że znajdę swoje motto życiowe, senstencję, która będzie pomagała mi przezwyciężać trudności i łatwości życia codziennego.

Szukałam, szukałam i miałam ogromną liczbę mott (?). Związane były zazwyczaj z emocjami, czy dążyły do udoskonalania mnie. Nie ma co ukrywać. Starałam się żyć zgodnie z przesłaniem, jakie dawali mi ludzie mądrzejszy ode mnie. Do dzisiaj, gdy wpisuję w wyszukiwarkę litrkę 'c' wyskakuje mi pole cytaty.

Kto najczęściej mieszał mi w głowie?
Z tym to bardzo różnie.

Gdy miałam doła najczęściej czytałam Szymborską i Mickiewicza. Czyżby kaprys niepoprawnej romantyczki?

Jak chciałam się pośmiać, to Woody Allen był ze mną. Do tej pory nie mogę z "Ostatni raz byłem w kobiecie, zwiedzając Statue Wolności". Może, to co zaraz powiem, nie jest zbyt wymyślne, ale nie potrafię go inaczej określić. Gość jest po prostu CZADOWY!

Czasem filozofuję sobie. W takich chwilach towarzyszy mi Sapkowski i Einstein. I wiem, wiem: '90% cytatów Einsteina nie powiedział Einstein.' Jak myślicie, gdzie to mam?
Po prostu podobają mnie się te myśli.


A teraz kilka perełek:
Logika zaprowadzi Cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi Cię wszędzie. ~A. Einstein. 
Nie wiem, jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na kije i kamienie. ~A. Einstein
Miłość jest jak gruszka. Jest bardzo słodka, ale spróbuj zdefiniować kształt gruszki.          ~ A.Sapkowski 
Nie sądzę, żeby poezja mogła zmienić świat. Prawdziwi twórcy zła, nie czytają wierszy.  ~W.Szymborska

Dokończmy jednak, o co chodzi z tym mottem.
Uważam, że nikomu z nas motto nie jest potrzebne, żeby być dobrym i szczęśliwym. Czasem jednak, warto przemyśleć jakieś mądre zdanie.

Mam do Was, na sam koniec, jedną, jedyną prośbę.


Odważcie się być mądrymi. 

_______________________________
Spisałam tego posta w nadziei, że otworzy lub rozszeży Wasze umysły i pokaże, jak ważna jest odwaga.
Pozdrawiam, całuję, ściskam i trzymam kciuki.
TrzynastaLitera



niedziela, 13 grudnia 2015

#18 Osiemnasty post.

Nie wiem o czym pisać.
Prawie zapomniałam, że mam bloga.
Nie mam pomysłu nawet na tytuł?
Czy to powinien być koniec?
Ale ja tak bardzo nie chcę kończyć...

Z drugiej strony, może powinnam zachować resztki godności, a nie karmić Was jakimś gównem..
Choć z drugiej strony nikt nie każe Wam tego czytać.

Eh, postaram się coś spłodzić.
Ale czytasz na własną odpowiedzialność.

Mieszkam w bursie. Pewnie niewiele z Was wie, co to bursa, więc spieszę sprostować. To taki internat, tylko nie podlega bezpośrednio jednej szkole. Mieszkam w czteroosobowym pokoju. Jak się pewnie domyślacie, ciężko tam o ciszę absolutną. Owszem, istnieje coś takiego jak 'godziny nauki', czyli czas między 17:00 a 19:00.. dla mnie jednak to stanowczo za mało. Szukałam wielu rozwiązań i najepszym jest zdecydowanie muzyka.

Na początku chciałam słuchać rapu, konkretnie Łony. Kiedyś już o nim pisałam, więc możecie sobie obczaić ten post gdzieś na dole. W taki wypadku, zamiast się uczyć śpiewałam razem z nim, lub (co gorsza) analizowałam i po raz kolejny odkrywałam znaczenie jego słów. Fakt, bawiłam się przy tym świetnie, to jednak nie pomogło mi w nauce.

Postanowiłam więc, z ogromnym bólem, poszukać czegoś innego. Teraz wydaje się to banalne, ale wpisałam po prostu w YouTube'a "Piosenki do nauki". O zgrozo, wyskoczyły mi jakieś Mocarty. I to wcale nie tak, że z góry zakładam, że to jakieś stare gówno. Dałam temu szance.

Całe dwadzieścia minut katowałam uszy i głowę, aż powiedziałam dość! To mi kompletnie nie pomaga. Trudno. Swoją drogą, niedługo później pani od WOKu zaproponowała mi wyjście z 'humanami' do Narodowego Forum Muzyki. Wtedy odmówiłam, ale może jeszcze kiedyś dam temu szance.

"Może posłuchasz po prostu radia?" - podpowiadała mi podświadomość. Skusiłam się, to nie było złe, jednak reklamy lub zabawne wzmianki komentatorów postrafią skutecznie rozproszyć. Niestety. Również pudło.

Mogłam co prawda, znaleźć kilka piosenek, ułożyć je w playlistę i sobie słuchać, ale za dużo z tym roboty. Nie jestem pracowita. Trudno

Niedługo potem w radiu usłyszałam 'Wake me up when september ends' Green Day'a. Już kiedyś słuchałam niektórych ich piosenek, tych sławniejszych typu '21 guns' czy 'Holiday'. I nagle mnie olśniło. Włączę sobie jakiś cały album Green Day'a. Padło, rzecz jasna na American Idiot.

I tak oto zakochałam się w alternatywnym rocku.

Ot cała historia.

A, i wreszcie mogę się skupić!
______________________

TrzynastaLitera

poniedziałek, 26 października 2015

#17 Gdy jest wena, nie ma snu!

Zaczynam pisać tego posta o 12:26 AM.

Generalnie muszę wstać jutro (albo dzisiaj) o 6:30, a

le to szczegół. To w sumie pierwszy nocny post. Ale jazda!

Wiem, że dawno się już nic nie pojawiało, ale chciałam ogarnąć serię "Czytanie to najlepsza rozrywka jaką sobie ludzkość wymyśliła", ale na prawdę nie mam czasu na czytanie. Ubolewam nad tym niemiłosiernie. Co prawda niedawno skończyłam serię After, ale napiszę Wam o tym, gdy będę miała więcej czasu, bo ta książka jest dla mnie ważna i nie chcę tego posta spieprzyć. Dzisiaj jednak coś kompletnie z innej półki bo lecimy z filmem. #Pilecki.

Wszystkie klasy pierwsze mojego liceum (oprócz biednych z PRE-IB) wybrały się dzisiaj na edukacyjny film o rotmistrzu Pileckim. Postaram się Wam o tym opowiedzieć w kilku słowach.

Historia Witolda Pileckiego jest, jak zapewne wiecie, niezwykle barwna. Z takim scenariuszem można nagrać, i to wcale nie wyolbrzymiając, megahit. Ten film jednak megahitem się nie okazał. Szkolna historyczka, słowem wstępu, ostrzegła nas, że film został nakręcony z budżetu prywatnego oraz ze zbiórek. W żaden sposób nie był dofinansowany ze skarbu państwa.

A szkoda, bo może przy większym nakładzie środków, powstało by z tego kolejne oscarowe przedsięwzięcie?  Kto wie?
Generalnie film jest dość nudny i łatwo jest usnąć. Dużo czasu jest przeznaczone na np. jedzenie zupy przez rotmistrza, a ponad dwa lata życia Pileckiego w obozie Auschwitz zawarto w kilku mundurkach (które notabene przespałam).

Film ma charakter dokumentalny. Nie oczekuję, że historyczni eksperci będą swobodnie czuć się przed kamerą, ale w przypadku tej produkcji deska w plecach jest aż karygodna. Jestem w stanie wiele wybaczyć, ale taka sztywność to dla mnie za wiele.

Co było fajne? Muzyka była spoczko. Kostiumy też były w miarę, choć w scenie z Powstania Warszawskiego, Pilecki ma mundur wyglądający na współczesne moro... przez chwilę nie wierzyłam własnym oczom..

Po powrocie do bursy, moja współlokatorka zapytała czy fajny był film. Odpowiedziałam, że Internet ocenia go 5.2/10. Mysle że to bardzo trafna ocena, ale decyzja należy do Was. Może to właśnie TY jesteś tym filmem oczarowany i uważasz mnie za kompletną wariatkę? Napisz komentarz! Jeśli się ze mną zgadzasz, ale chcesz coś odpowiedzieć, napisz komentarz! Znalazłeś jakiś błąd, napisz komentarz! Chcesz mi pojechać, napisz komentarz!
Czekam na wszystkie komentarze i na każdy z osobna;)
Pozdrawiam gorąco, życząc miłego weekendu! TrzynastaLitera
(Skończyłam o 12:53 AM)

piątek, 11 września 2015

#16 "Tak z dupy nazwij tego posta.. najlepiej NITKA"



Okoliczności pisania tego posta są dość niepospolite. Najlepsze w tym wszystkim jest jednak to, że tak na prawdę tylko ja wiem o co dokładnie chodzi.
Do tej pory nie widziałam o czym będzie wpis. Teraz już wiem. Napiszę  Wam co mnie w tym tak na prawdę w tym wszystkim jara.




Po pierwsze i chyba najważniejsze to zaczęłam pisać tego bloga ponieważ lubię to robić. Nie mam żadnych ograniczeń ani przeciwwskazań i to mi się bardzo podoba. Spełniam się psychicznie i bardzo się ten sposób odprężam. Tylko nie myślcie sobie że blogerowanie to coś prostego. W żadnym wypadku! To zajęcie wymaga wielu przygotowań. Jest to też pośrednia przyczyna moich rzadkich obecności na stronie. Po prostu dopiero zbieram materiały. 
Dzięki bloggerowi osiągam także inne profity. Choć niewiele osób mnie komentuje, to wiem że Wam się moja praca podoba. Często piszecie mi to w odpowiedzi na moje prywatne zaproszenie na bloga rozpowszechniane na asku.  Nie oszukujmy się, większość z Was tylko dlatego mnie zna. Cieszę się że mnie znacie.


W szkole również doceniają moją działalność. Często mam podwyższoną o jeden stopień ocenę z informatyki. To tak na marginesie, gdyby ktoś z Was chciałby blogerować. A skoro jesteśmy już przy tym temacie, to może macie jakieś blogi? Chętnie poczytam. Dawajcie linki w komentarzach.

Nawet moi hejterzy mnie cieszą. Fajnie czasem się trochę poprzekomarzać. Wcale nie jest tak, że ja załamuje się ich obecnością. Nawet w tym potrafię dostrzec chociaż gram sztuki. Choć moja nauczycielka WOSu powiedziała mi ostatnio, że jest to łamanie podstawowych praw człowieka.
Zależy to więc od każdego z nas, czy chce być przestępcą czy nie. Nie mniej jednak zapraszam bardzo chętnie wszelakich hejterów do polemizacji. Wykażcie się KOCHANI!

Mam taki jeden problem. Nazywa się to bardzo nieskromnie 'chorobą geniuszy', ponieważ mam tak wiele pomysłów i przez ich nadmiar nie mogę żadnego skończyć. Smutne. Zaraz napiszę innego posta, a tego zapewne rzucę w cholerę.

Miłe słowa, które często czytam są na prawdę budujące. Cieszę się, że lubicie poczytać coś takiego zamiast np. robić coś niezdrowego. Ponadto fajnym jest fakt, że mamy dość podobne zainteresowania. Głównie to chyba jednak są książki.

Na prawdę krótkie te akapity. Ale w sumie po co się rozprawiać nie wiadomo ile nad każdym zagadnieniem. Lepiej krótko, zwięźle i na temat.
Chyba byłoby na tyle. Właściwie każdy mój wpis jest to czysta improwizacja i jeszcze przed chwilą wiedziałam o czym chcę napisać kolejnego posta, ale teraz już nie mam tego na uwadze. Miałam brać magnez na pamięć, ale niestety ciągle zapominam. Jeśli ktoś ma dla mnie jakąś radę w tym temacie to bardzo chętnie poczytam.



Ten post jest cholernie bez celu, ale chcę Wam pokazać, czym jest dla mnie to zajęcie. Liczę, że znajdę trochę czasu i będzie mnie dla Was więcej. Tymczasem żegnam się z Wami serdecznie i uciekam z przytupem! Tradycyjnie komentarze są dla Was. Nie zmuszam - zachęcam.
TrzynastaLitera 

piątek, 21 sierpnia 2015

#15 Czytanie to najlepsza rozrywka, jaką sobie ludzkość wymyśliła. ; Part. 0 ; Wstęp

Oglądam sobie dzisiaj Doktora House'a i tak sobie myślę: "To jest w sumie mój ulubiony serial. Chyba jedyny, który systematycznie oglądam. Jest bardzo dużo seriali... A może sama zrobię serial?" 
No i zaczęłam żmudny proces myślenia i stwierdzam wszem i wobec, że postaram się wykreować serial! Serial podobny do House'a, bo za każdym razem o czymś innym. Mój serial będzie różnił się od innych tylko jednym. Będzie pisany! 

Postanawiam, że po każdej książce napiszę jej recenzję, dołączę moje osobiste zdanie i co bym w niej zmieniła oraz zdradzę Wam moją inspirację ondośnie przeczytania. Staram się czytać na prawdę dużo, więc myślę, że postów będzie sporo. Możecie także spodziewać się oceny lektur klasy pierwszej liceum, bo na serio uważam, że czasem są dobre. #Dziwak 

Dzisiaj jest dopiero wstęp i choć energia mnie rozpiera i chcę napisać o mojej ostatniej książce to teraz i tutaj tego nie zrobię. Dam Wam taką chwilę oczekiwania. Jestem nieznośna! :D 


Jaki ja właściwie mam gust literacki? 

Zmienia się on na prawdę szybko, czasem sama nad tym nie nadążam. Głównie jednak czytam kryminały, horrory, fantasy no i oczywiście...ROMANSE. Taka ze mnie zwyczajna baba. 
Lubię niebagatelną literaturę i czasem porywam się na groteski. Jeśli chodzi o powieść faktu, to raczej rzadziej. Możecie obstawiać o czym napiszę najpierw lub polecać mi jakieś książki. Wszelkie propozycje mile widziane. ;) I pamiętajcie, lubię wyzwania! 


No to byłoby tyle słowem wstępu. Mam nadzieję, że podoba Wam się mój pomysł ;) Bajbajki! :* 
TrzynastaLitera